nas 16 mln, jeżeli depopulacja Polski będzie przebiegać w obecnym tempie. A znaczy to, że jako naród wymieramy jak mamuty. Spadek liczby ludności wynika z sytuacji ekonomicznej, która nie sprzyja zakładaniu rodzin, a na dodatek państwo zarzuciło program taniego budownictwa mieszkaniowego, jak to było w PRL. Pogardzana przez postsolidarnościową propagandę „wielka płyta” pozwoliła na uzyskanie mieszkań przez kilka milionów ludzi w Polsce. Teraz „kasjerzy w biedronkach” mogą co najwyżej liczyć na wczesną śmierć swoich rodziców, jeżeli chcą uzyskać samodzielne mieszkanie.

Wiem, że gros samotnych mężczyzn wynajmuje mieszkania lub domy na spółkę. Z kolei polskie rodziny, które tu znam, mieszkają w domach i mieszkaniach własnościowych – nowych, nie żadnych ruderach. Ja wynajmuję sam mieszkanie, bo mnie na to stać. Wielu Polaków tutaj jednak jest – wbrew pozorom – średnio zaradnych. Po wielu latach nie znają ani norweskiego, ani angielskiego. Są więc ograniczeni do pracy u pośrednika, który zapewnia im tłumacza, albo brygadzistę polskiego. A pośrednik – wiadomo – zgarnia dużą część zarobku. Co więcej, nie trudno się domyślić, że znakomita większość samotnych Polaków, którzy zostawili w Polsce rodziny, są tu z założenia na krótko – parę lat. Niektórym rzeczywiście z paru lat zrobiło się siedem-osiem. Ale wciąż robią wrażenie tymczasowości. Więc[…]

Ja jednak mam wrażenie, że Polacy poniekąd sami na to pozwalają. Pracują po 5-8 lat na umowach śmieciowych w Adecco i nie uczą się żadnego języka. Znając podstawy norweskiego, bądź angielskiego, mieliby możliwość zatrudnienia „bezpośrednio”. Ale tak jest wygodniej – wynająć mieszkanie w piwnicy na 5-7 chłopa i żyć z dnia na dzień… A do autora artykułu – błąd rzeczowy już w pierwszej linijce: w Norwegii nie ma ustawowej płacy minimalnej. Jak się o czymś pisze, to należałoby się przygotować. A podstawowe informacje można znaleźć w kilka minut. Minimalne płace są wynikiem umów zbiorowych związków zawodowych z pracodawcami.